Po pracy ląduję w mieście. Jestem umówiona na zakupy w pobliskim centrum handlowym z przyjaciółką. Spodziewa się dzidziusia, promienieje. Zaczynamy maraton po działach z ciuchami ciążowymi. Rozmawiamy o zmieniającej się sylwetce, o potrzebie czucia się dobrze w zupełnie nowej i trochę jakby nie swojej skórze. Wybieramy kremy i kosmetyki do pielęgnacji przyszłej mamy. Rozpływamy się nad miniaturkowymi ciuszkami w sklepach dla niemowląt. Rozmawiamy o 10 centymetrowej Kruszynce, która potrafi wywrócić życie do góry nogami. Dobra wywrotka. Kończymy lodami z dużą porcją owoców i jeszcze większą pogaduch. Jest dobrze, bezpiecznie, kolorowo.
Stop klatka.
Szpital. Bezruch i cisza. Uśpione karetki stoją nieruchomo przy wejściu z napisem "Izba Przyjęć". Idę dalej betonową aleją, wzdłuż ciągnie się rząd samochodów - zgaszony silnik, wyłączone świtała, tu nawet samochody się nie śpieszą. Wyczekiwanie.
Oddział - znajome twarze, znajoma sala, labirynt nowych, zupełnie nieznajomych historii. Wtapiam się szybko opowiadam o zakupach o upolowanych butach już nie czuję się obca, jestem trochę stąd, trochę stamtąd, pełna łączność, obecność. Na sali Drobinka i hm Okruszynka? Bo jak nazwać 6 tygodniowe maleństwo? Rodzice okruszynki niewiele starsi ode mnie, urzekają mnie swoją otwartością, mimo, że ciężko mimo, że łzy płyną do oczu - poradzą sobie jestem tego pewna.
-w rezonansie Drobinki, za dużo miało być mniej, miało już nic tam nie być. Choroba nie daje za wygraną postępuje w zawrotnym tępię. Operacja odwołana - nie w tym stanie, nie teraz. "Może potem jeśli chemia zadziała zabieg będzie możliwy. Ale Państwo nie macie się czym martwić, możecie mieć kolejne dzieci." "Nie chcę kolejnego dziecka, jedno już straciłam, jedno urodziłam chore. Chce żeby Drobinka wyzdrowiała żeby wróciła do domu do starszego Brata." I tylko ta pierwsza osoba liczby pojedynczej namnaża wielokropki. Poraża bezmyślność lekarza, specjalisty, kobiety, może matki. "To nie Ty to nie Twoja wina, to stało się poza Tobą" - mówię cicho - więcej słów nie znajduję.
Nie mogę zrozumieć jak można tak bez ogródek, tak beznadziejnie bez sensu powiedzieć Rodzicom walczącego o życie dziecka , że będą mieli inne, że ono będzie zamiast, że mają je trochę jakby wymienić tamto za to? Czy to jeszcze próba nieudolnego pocieszania, czy efekt już tak przedmiotowego traktowania człowieka? Od diagnozy do diagnozy, od przypadku do przypadku od porażki do sukcesu.
Spotkałam wielu cudownych lekarzy wiele oddanych pielęgniarek. Ludzi o wielkim sercu i zaangażowaniu. I tylko czasem zadziwia, że takie sytuacje jak ta z wczoraj wciąż jeszcze się dzieją.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz