Luty niespełna 2 lata temu. Wchodze do sali, pogoda ddżysta, deszcz miarowo bębni o szyby. Zielony kolor ścian nie bardzo rozładowuje atmosferę. W łóżeczku pod oknem śpi kruszynka o długich brązowych włoskach. Śpi spokojnie, jej miarowy oddech miesza się z niemiarowymi pełnymi niepokoju oddechami obecnych. Na stojaku z wolna sączy się kropluówka. Krople nadziei? Wyczekiwania? Niepewności? Po prostu krople. Przezroczyste jak łzy, skrywane ukratkiem, niepokazywane, a przecież niezbędne żeby przebić mgłę z unoszących się wokół emocji. Rodzice wychodzą. Zostaję w sali z Kruszynką. Patrzę na nią. Rączkami ściska pluszowego pieska. "Pewnie ulubiona maskotka"- myślę. Na stoliku przy łóżeczku karteczka z numerem telefonu. "Gdyby się obudziła, gdyby płakała zadzwoń, wrócę natychmiast" Ale Kruszynce ni w głowie pobudka.Śpi cichutko i tak lekko. "O czym śnisz Kruszynko?"
Mama wraca do sali. plastikowy leżak rozłożony pod scianą. I to spojrzenie pelne pytań, niewypowiedzianych, na głos, a jednak tak głośnych. Próbuje je odgadnąć, wyczytać. Ale czy mi wolno? Przecież nie znam odpowiedzi, przecież mogę się tylko domyślać. Gdzie biegnie granica?
Kuruszynka budzi się. I nagle sale wypełnia eksplozja jej jasnego uśmiechu, zabawy, dziecięcej ufnosci. Pierwszy raz widzę tak pogodne i ufne dziecko. Czas mija - dziś jest piątek- popołudniu spotkanie wspólnotki, jeśli chcę zdążyć muszę się zbierać - nie wychodzę. Za tydzień znów będzie piątek, a wspólnotka, która stworzyła się tu i teraz z tą Maludą jest niepowtarzalna :-)
Wracam na oddział, nie wiem już dziś czy minął dzień czy dłużej od tamtego spotkania. Kruszynki nie ma. Zmiana oddziału, ale wróci niestety będzie musiała tu jeszcze wrócić. Zaskakujące widziałyśmy się dwa razy, a jakoś tak mi dziwnie , że jej tu nie ma. Na tamten oddział nie mogę wejść. Brak zgody ordynatora na odwiedziny wolontariuszy, względy bezpieczeństwa, a może raczej biurokracja.
Wędrówek po oddziałach ciąg dalszy. ledwo Kruszynka do nas wróciła, znowu przeprowadzka tym razem oddział dzieci starszych. Brak miejsc. Nie pamietam juz jak się dowiedziałam, że tam jest. Wiedziałam tylko jedno, gdy weszłam do sali znalazłam Cię Malutka. Jej uśmiech bezcenny :-) Nie wiem kto miał z tego większą frajdę :-)
A potem? Potem intensywne miesiące przepełnione jej obecnością. Nie sposób opisać tego wszystkiego co się wydarzyło przez ten czas. Madrość małych dzieci jest wielka!!:-) Moja mała Przewodniczka :-) Dziekuję za foszki spod śniegu, za słonia co mieszka w Afryce, a czasem też w Ameryce, za wskazowki, że nie wolno się poddawać, za świadectwo wieczności, za dowód że naprawdę zawsze można się uśmiechać , za branzoletkę z serduszkowych koralików zerwaną gdzieś w drodze do Częstochowy. I za to wszystko czego nie umiem napisać, a co zawsze będę miała w serduszku.
Leczenie szpitalne zakończone :-) Kruszynka wraca do domu !!!! :-) Nie umiałam ukryć wzruszenia :-) Moja dzielna księżniczka :-)
Czas mija, nowe Dzieci, nowe wyzwania, ale o Kruszynce myślę często. Ciekawe, czy urosla? Co dziś zmajstrowała z rodzeństwem?
"Trzeba uważać o czym sie marzy, bo marzenia się spełniają"- usłyszę dużo później od jej Mamy. No cóż patrząc na znajomość z Kruszynką trudno temu zaprzeczyć :-) Widujemy się często- przy szpitalna poradnia stała się systematycznym świadkiem mojego spełnionego marzenia :-) Spotykm tu Kruszynkę, która kwitnie :-) Mogę płynąć z nią w świat dziecięcej zabawy. A czy ktoś nie powiedział kiedyś, że szczęście lubi się zwielokrotniać? Oprócz Kruszynki spotykam też jej Brata, Mistrza gry w warcaby i wydaje mi się jakbym znała ich obydwuch od zawsze :-)
Tak trzymać kochani !!! :-)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz