wtorek, 7 stycznia 2014

24/180

Jesteśmy rówieśniczkami. Zgodność w dacie dosięga 100% - dzień, miesiąc, rok dokładnie ten sam. 

Ja mam 24 lata, pracę którą lubię, przytulny pokój z masą kobiecych bibelotów i fotografii.

Ona ma 24 lata, dwójkę dzieci, za sobą  nieudany związek i pustą lodówkę.

Obie jesteśmy w stanie zmienić nasze życie o 180 stopni na dobre lub na złe.

Jej młodsza córeczka ma 4 latka i złowrogą diagnozę, która nie opuszcza jej na krok. Oboje z bratem są bardzo do siebie podobni. On jest 2 lata starszym rezolutnym dzieckiem- wielbicielem dinozaurów.  W dusznym, parnym pokoju na przybrudzonych ścianach kamienicy wisi cała kolekcja ich zdjęć i prac plastycznych. 
Dramat widać na pierwszy rzut oka. Od zobaczonych tam obrazów nie da się tak po prostu uwolnić, powracają, poruszają, przygaszają.
Świadomość oni- tam, ja teraz - tu nie pozostawia złudzeń, boli do cna. 
Załącza się szpiralka: zadzwonić, zadziałać, poprosić, przywieść, zawieść, dowieść, zrobić, zorganizować. Ale to poruszanie się po wierzchu, balansowanie po brzegu, bez wchodzenia głębiej do sedna. 
Powierzchniowe działanie budzi pytanie o sens. Dokąd? Na ile? Gdzie biegnie granica? Wypełniona lodówka kiedyś przecież się opróżni, ofiarowane ciuszki kiedyś staną się za małe, a zabawki stracą na adekwatności. To potrzebne aby przetrwać tu i teraz, ale to za mało!
Radykalne środki, mogą przynieść radykalne rozwiązania, nie zawsze pozytywne w skutkach. Ktoś kto straci motywację do walki, albo inaczej ktoś komu tę motywację zabiorą może więcej tej walki nie podjąć. 

Rozwiązanie przyniesie czas. Pośpiech jest tu złym doradcą.

Zastanawia coś innego jakaś taka nasz ludzka przerażająca skłonność do wyrokowania. Rzucamy: Krótkie cięcie tu, krótkie cięcie tam, nasze operacje przeprowadzamy szybko i bezboleśnie, byle nie poczuć, byle nie zakuło. Znieczulamy się upychając sytuacje w schematy, z których jasno odczytujemy to, co chcemy odczytać: "Rodzina nie rokuje, wpuśćmy tam specjalistów niech zrobią z tym porządek, przecież od tego są!" My umywamy ręce. Zupełnie jak ktoś 2000 lat temu. Pieścimy nasze śnieżnobiałe dłonie u kosmetyczek i manikiurzystek, wcieramy kremy i rozmaite specyfiki. Jesteśmy bezpieczni, jesteśmy spokojni i tacy czyści....
Szanowna Organizacjo, której nazwy nie będę tu wymieniać przez szacunek dla misji jaką za sobą niesiecie, przez ten szacunek pozwolę sobie zadać Wam jedno pytanie: Kto dał Wam prawo decydować o tym kto ma a kto nie szansą na zmianę swojego życia?
Obrazek, który namalowałam powyżej jest dość delikatny w porównaniu do stanu rzeczywistego to fakt. Można by nadać mu bardziej ostre kolory, bardziej wyraziste kształty, nazwać bardziej wprost to też fakt.
Ale prawdę mówiąc fakty są takie:
Dziś mam 24 lata i poukładane życie. Nie wiem co będzie za rok, dwa, pięć. Wierzę, że będzie dobrze. Ona nigdy się tej wiary nie nauczyła, jej nikt nie pozwolił uwierzyć." Musisz żyć z dnia na dzień, życie to marazm, bez nas sobie nie poradzisz. Trzymaj się nas kurczowo, dryfuj. Nigdy nie warz się popłynąć, bo utoniesz"- to przekaz, który słyszała. Chłonęła go każdą cząstką ciała przez skórę nozdrza, serce. Mówi się że każdy człowiek zasługuje na drugą szansę, ona wciąż czeka na tę pierwszą.
Mamy po 24 lata i skalę 180 stopni obrotu - na dobre lub na złe.
Łatwo oceniać kiedy jest nam cicho, ciepło i bezpiecznie. Łatwo, ale czy uczciwie?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz