niedziela, 1 stycznia 2012

Święta

"Lecz Ludzi Dobrej Woli jest więcej i mocno wierzę w to, że ten świat nie zginie niegdy dzięki Nim" 
Jeszcze kilka miesięcy temu były tylko znaki zapytania (???????) 
Jeszcze kilka miesięcy temu były tylko wielokropki (... ... ...)
Jeszcze kilka miesięcy temu nic nie wskazywało na to, że to się uda. A jednak udało się !!!!!
Były Święta i odwiedziny dzieciaków i świąteczne rysowanki i teatrzyk i prezenty i kolędy.  Chciałoby się rzec spotkanie serc zwyciężyło z biurokracją !!! Refleksj?
Napiszę później jak już się ogarnę - teraz jestem w stanie napisać tylko jedno wielkie:
DZIĘKUJĘ!!!!
No dobrze to dziś mała próbka. Ale tylko malutka :-)
Historia zaczyna się kilka lat temu. Tak jak i przed kilkoma dniami  wtedy też były święta. Wtedy też narodził się Bóg. Msza Święta Pasterska w  kaplicy szpitalnej staje się zaczątkiem. Z poruszenia serc 3ki przyjaciół rodzi się nadzieja. Zakładają grupę przez którą w ciągu kilku kolejnych lat przewinie się około 200 osób. Dla każdej z tych osób będzie to inne spotkanie. Będą uczyły się kochać, płakać, cierpieć i szukać nadziei, upadać i podnosić się, stawać się sobą bez zakładania masek, które często tak bardzo do nich przylgnęły, że same  zapomniały o ich istnieniu. Chciałoby się powiedzieć szkoła życia- szkoła miłości, szacunku dla odmienności drugiego człowieka, tego, że choć różni pod wieloma względami, równi jesteśmy w prawie do kochania i bycia kochanymi. Życie jednak nie tylko daje szanse, życie także weryfikuje jak te szanse wykorzystaliśmy. Bo wziąć udział w lekcji jeszcze nie znaczy odrobić zadanie domowe.
Kiedy założył wolontariat wszyscy mówili o nim z uznaniem, wyrażali szacunek dla dobra, które niósł ze sobą. Przychodzili po radę, jak do kogoś komu się ufa, o kim się wie, że nie plecie trzy po trzy. Stawiali go za wzór sobie i innym. Nazywali przyjacielem, przewodnikiem,  "człowiekiem autentycznym". A gdy podjął decyzję inną niż oczekiwali? Znikł gdzieś szacunek, zniknęło uznanie; zupełnie jakby dobro, które niósł straciło na wartości, przestało się liczyć. Ale właściwie dlaczego? Bo ich wizja była inna? Bo nie pasowała do scenariusza jaki sobie założyli? Bo nie tego oczekiwali? Surowa ocena powziętych przez niego kroków nakazała wielu zerwać znajomość, odciąć się, odseparować, odgrodzić jakoby według nich miało być to wyrazem obrony "wyższych priorytetów". Zastanawia tylko fakt owej oceny. Bo czy wolno nam oceniać życie drugiego człowieka? Słuszność powziętej decyzji? -Nie. A czy na mocy pohopnie wydanej oceny wolno  przekreślić całokształt osoby, do której się odnosi?- Nie. Kto dał nam prawo do rozstrzygania o słuszności drogi jaką wybiera dany człowiek? Czy nasze życie jest aż tak bardzo czyste, tak bardzo krystaliczne? -Nie.
A przecież w gruncie rzeczy jest tym samym człowiekiem, którym był wtedy, ścieżka życia potoczyła się inaczej- wędrowiec pozostał ten sam. Nie trzeba wcale lupy ani szkła powiększającego by to zobaczyć, wystarczy pare kropel czystej, zimnej wody i wszystko stanie się przezroczyste.
cdn.

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz