Ma niespełna cztery latka, blond włoski i prześliczne niebieskie oczy. Na biało bladej twarzyczce te dwie iskierki świecą się i błyszczą jak małe leśne żuczki w pochmurną pogodę. Nie jest ufnym dzieckiem. Chyba nauczył się już nie ufać. Szybko, za szybko. Spędzamy razem kilka godzin. Oswajamy się ze sobą. Gramy w piłkę, w chowanego, budujemy wieżę z klocków rozsypując je przy tym po całej sali, oglądamy książeczkę, rysujemy, jedziemy pociągiem.
Tak mija nam popołudnie, tego Malucha chyba nie da się zmęczyć :-)) Pierwszy raz widzę dziecko, które chce tak mocno, tak szybko, tak intensywnie. Ja w końcu padam. Cukierkowy Chłopiec ląduje na moich kolanach. Przytuleni oglądamy kolorowe światełka samochodów i autobusów zza szyby balkonu. Jest cicho, dobrze i tak spokojnie.
"ciocia wbijała igiełkę, bolało, bałem się, troszkę płakałem, ale tylko troszkę". Mówi jeszcze bardzo niewyraźnie, czasem trudno zrozumieć niektóre wyrazy.
W kolorowym świecie klocków i książeczek schowało się tak wiele strachu i samotności.
Ma tutaj dobre warunki. Łóżeczko z czystą pościelą.. Ciepły obiad, śniadanie, kolacje podane z punktualnością szwajcarskiego zegarka. Świeżą szpitalną piżamkę z Bobem budowniczym z tylko trochę za długimi rękawkami. Leki podane zawsze w dokładnych dawkach i z uśmiechem na ustach. Ma popołudnie pokolorowane bajką, która wolno płynie z DVD.
Pracownicy szpitala robią co mogą. Lekarze leczą chore ciało, pan psycholog przychodzi codziennie na 15 minut, są też panie przedszkolanki, które każdego dnia przygotowują jakieś ciekawe zadania i ciocie pielęgniarki, te ostatnie stają na głowie, by wraz z podłączaną kroplówką, czy podawanym zastrzykiem zaaplikować jak najwięcej ciepła.
Drzwi otwierają się i zamykają. Kończy się dyżur, zmiana w pracy, etatowe godziny. Czas wracać do domu do bliskich. Wracać by być żoną, mężem, matką, ojcem. Wracać by być. Wracać by i tu móc wrócić.
On nie wraca, on jest, on czeka.
Karta praw pacjenta zapewnia maluchom wiele rzeczy. Zapewnia łóżko dla dziecka i krzesło dla rodzica. Ale nawet najlepsze prawo tego krzesła nie zapełni. Pozostanie puste. Czasem decyduje los czasem człowiek. Tylko samotność jest ciągle ta sama.
Jakie to smutne...bardzo, nie dość że choroba to jeszcze samotność a przecież w takich chwilach kto inny jak nie Mama utuli, ucałuje, uspokoi, ukołysze...Kochany Promyczek - wyściskaj Go następnym razem ode mnie...
OdpowiedzUsuńJak dobrze, że On ma Ciebie...
Jesteś WIELKA Stokrotko :*
Dziękuję
Na każdy wpis czekam bardzo i czytam Go z mocno bijącym sercem.
Przytulam
asia.