niedziela, 11 listopada 2012

Cukierkowy Chłopiec

Ma niespełna cztery latka, blond włoski i prześliczne niebieskie oczy. Na biało bladej twarzyczce te dwie iskierki świecą się i błyszczą jak małe leśne żuczki w pochmurną pogodę. Nie jest ufnym dzieckiem. Chyba nauczył się już nie ufać. Szybko, za szybko. Spędzamy razem kilka godzin. Oswajamy się ze sobą. Gramy w piłkę, w chowanego, budujemy wieżę z klocków rozsypując  je przy tym po całej sali, oglądamy książeczkę, rysujemy, jedziemy pociągiem.
Tak mija nam popołudnie, tego Malucha chyba nie da się zmęczyć :-)) Pierwszy raz widzę dziecko, które chce tak mocno, tak szybko, tak intensywnie. Ja w końcu padam. Cukierkowy Chłopiec ląduje na moich kolanach. Przytuleni oglądamy kolorowe światełka samochodów i autobusów zza szyby balkonu. Jest cicho, dobrze i tak spokojnie.
"ciocia wbijała igiełkę, bolało, bałem się, troszkę płakałem, ale tylko troszkę". Mówi jeszcze bardzo niewyraźnie, czasem trudno zrozumieć niektóre wyrazy.
W kolorowym świecie klocków i książeczek schowało się tak wiele strachu i samotności.
Ma tutaj dobre warunki. Łóżeczko z czystą pościelą.. Ciepły obiad, śniadanie, kolacje podane z punktualnością szwajcarskiego zegarka.  Świeżą szpitalną piżamkę z Bobem budowniczym z tylko trochę za długimi rękawkami. Leki podane zawsze w dokładnych dawkach i z uśmiechem na ustach. Ma popołudnie pokolorowane bajką, która wolno płynie z DVD.
Pracownicy szpitala robią co mogą. Lekarze leczą chore ciało, pan psycholog przychodzi codziennie na 15 minut, są też panie przedszkolanki, które każdego dnia przygotowują jakieś ciekawe zadania i ciocie pielęgniarki, te ostatnie stają na głowie, by wraz z podłączaną kroplówką, czy podawanym zastrzykiem zaaplikować jak najwięcej ciepła.
Drzwi otwierają się i zamykają. Kończy się dyżur, zmiana w pracy, etatowe godziny. Czas wracać do domu do bliskich. Wracać by być żoną, mężem, matką, ojcem. Wracać  by być. Wracać by i tu móc wrócić.
 On nie wraca, on jest, on czeka.
Karta praw pacjenta zapewnia maluchom wiele rzeczy. Zapewnia łóżko dla dziecka i krzesło dla rodzica. Ale nawet najlepsze prawo tego krzesła nie zapełni. Pozostanie puste. Czasem decyduje los czasem człowiek. Tylko samotność jest ciągle ta sama.

1 komentarz:

  1. Jakie to smutne...bardzo, nie dość że choroba to jeszcze samotność a przecież w takich chwilach kto inny jak nie Mama utuli, ucałuje, uspokoi, ukołysze...Kochany Promyczek - wyściskaj Go następnym razem ode mnie...
    Jak dobrze, że On ma Ciebie...
    Jesteś WIELKA Stokrotko :*
    Dziękuję
    Na każdy wpis czekam bardzo i czytam Go z mocno bijącym sercem.

    Przytulam
    asia.

    OdpowiedzUsuń