Nie bardzo wiem od czego zacząć. 4 lata temu świat był kolorowy. W ogrodach kwitły kwiaty, wśród zieleni drzew fruwały barwne motyle. Wszystko było jasne, uporządkowane i przejrzyste, a w szpitalach wcale nie umierały dzieci.
Pewnego dnia w szpitalnej izolatce pojawił się chłopiec o bardzo wyraźnych kształtach i kolorach. Od tamtej chwili oddział przestał być szary i smutny, bo chłopiec pokolorował go swoją obecnością i eksplozją dziecięcego entuzjazmu. Lubiłyśmy ten kolorowy oddział. Każdego dnia wylepiałyśmy na nim tęcze z nadziei, na której końcu czekał upragniony dom chłopca.
Aż tu pewnego dnia chłopiec tak po prostu zniknął. Znalazł się na końcu tęczy, tylko na chwilę. Ten przystanek trwał 14 dni. Potem dotarł do kresu podróży- tam był już tylko błękit.
To było 4 lata temu.
Od tamtego czasu sporo się zmieniło. Dotknęłam wielu historii, w niektórych zastygłam na dłużej- zmieściłam się cała. Dziś wiem, że dzieci w szpitalach czasem umierają, dziś wiem, że miłość nie umiera w szpitalach.
Ktoś powiedział mi kiedyś "za jakiś czas zapomnisz i wszystko wróci do normy" Minął jakiś czas to fakt życie toczy się dalej maj mai się w pełnej krasie, a wśród zielonych drzew fruwają barwne motyle i dobrze tak powinno być. Ale nie zapomniałam i nie zapomnę, za dużo Tobie zawdzięczam, za bardzo za Tobą tęsknię, zbyt mocno wierzę, że kiedyś przecież się spotkamy, Tam gdzie jest tylko błękit.
Twoja wolontariuszka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz