Perełkę poznałam w październiku 2 lata temu. Pólroczna urocza dziewczynka. Była pierwszym dzieckiem, w którego historię pozwoliłam się sobie zaangażować, po odejściu Chłopca nazywanego przez nas Aniołkiem Jedności. Wchodząc do sali pokonywałam siebie. Ta sama izolatka, tak bardzo podbna diagnoza i tylko zupełnie nowa nadzieja.
Perełka była najmłodszą pacjentkom na oddziale. Oddziałową maskotką, ale i tematem numer jeden. Nie mogłam tego zrozumieć. Ile jest tu troski, a ile zwyczajnej ludzkiej ciekawości? Obiecałam sobie wtedy, że tam nie wejdę, bo nie chcę być odebrana, że przyszłam sobie popatrzeć. Perełka miała jednak inne plany :-)
Kiedy tamtego dnia weszłam na oddział wszystkie maluchy pogrążone były w popołudniowej drzemce- wszystkie oprócz Perełki. Ostrożnie naciskam klamkę i wchodzę. Perełka dostaje pierwszą chemie. Lek powoduje odparzenia. Trzeba zważyć pieluchę - proponuję, że to zrobie. Wychodzę, po drodze zahaczam o dyżurkę, odbieram przypisaną maść. Perełka mimo wszystko jest taka pogodna i taka silna.. Imponuje mi. Znów wysyła swój czarujący uśmiech. Odwzajemniam go. Wysyłamy mamę na kawę, my tu sobie poradzimy. Od tego czasu odwiedzam Perełkę często. Jest moją ulubienicą. Nie ma tygodnia żebyśmy nie widziały się 2-3 razy. Intensywny kontakt przerywa sesja. Nie mogę teraz chodzić na oddział muszę przetrwać te dwa tygodnie, żeby potem moc wrócić na pełnych obrotach. Tęsknię za Perełką ale nie mam wyjścia. W między czasie dostaję sms Mama Perełki pisze "na oddziale mieliśmy kontakt z ospą jesteśmy na zakaźnym tu dostaniemy ostatnią chemie i potem TSK" Wiadomość pełna ciepła, pamiętamy, tęsknimy. Odpisuję z duszą na ramieniu. Oby tylko wszystko się udało - musi się udać, ale ten zakaźny nie mam z tym dobrych skojarzeń, mam za to nadzieję.
No i po egzaminach. wracam na oddział Perełki nie ma. To dobrze znaczy, że leczenie przebiega zgodnie z planem. Wymieniamy smsy.Wszystko zaczyna sie układać. Perełka wraca do domu - zdążyła na swoje 1wsze urodzinki. Nie było gosci, bo odporność wciąż jeszcze niska, ani tortu czekoladowego, bo konieczna jest żelazna dieta. Ale byli najbliżsi - mama, tata, brat i własne łóżko i niebieski dywan w pokoju i jej tylko jej zabawki- był wyczekany dom. Widujemy się systematycznie na badaniach kontrolnych, na oddziale. Perełka kwitnie, zmienia się z wizyty na wizytę. Jest cudowna.
Mijają 2 lata od diagnozy. Mała Perełka mierzy mamusiowe szpilki przed lusterkiem wiszącym w przedpokoju. Są dużo za duże, ale pasują jak ulał. W końcu to najprawdziwsza kobitka :-) ! Jak dobrze widzieć ją taką beztroską, jak dobrze widzieć ich takich radosnych. Ich własne wymarzone, wyczekane, tak bardzo zasłużone szczęście ... :-)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz