Mała bezwładna rączka w mojej ręce. Zamknięte powieki otwierają się delikatnie. Nic nie mówi, ale wiem poznał mnie. Siedzę przy nim, uśmiecha się - oddaje uśmiech, choć mam ochotę płakać, wyć - wiem, nie mogę to jego czas. Czy pożegnania muszą zawsze tak boleć? Jego tata opowiada o swoich wyjazdach za granice, coś o oświetlonych kościołach i ekspresowych drogach- nawet dokładnie nie pamiętam co, co mnie to teraz obchodzi? Co to właściwie ma do rzeczy? Rozmowa dla rozmowy. Może pomyślicie sobie czytając ten tekst, że jestem egoistką? No bo jak mogę w takiej sytuacji myśleć o sobie, o tym co mnie obchodzi, a co nie? A może on właśnie teraz potrzebuje takiej ot rozmowy o niczym? Może tak więc rozmawiamy. To nie tak ja go nie oceniam. Mam głęboki szacunek, dla jego uczuć, dla straty, która teraz staje się tak wyraźna. Niewielkie znaczenie mają tu moje sympatie, bądź antypatie. Ja po prostu sporo widziałam przez ten czas, ale może to jest tak, że człowiekiem stajemy się każdego dnia od nowa? Nowy dzień, nowa decyzja, nowa szansa i ta jedna najtrudniejsza z szans(?)....
Pamiętam kwiecień. Mały niebieski stolik kolorowy rysunek. Właściwie tylko dwukolorowy. Niebo, gwiazdki i postać w tle.
- Co narysowałeś?
- niebo i gwiazdki
- A to pewnie robot? (O. był wtedy na etapie rysowania robotów, konstruowania ich na różne sposoby)
- Nie. O.
- Tak O. narysował obrazek. A kogo narysował?
- Narysowałem O. - powiedział pewnym i zdecydowanym tonem, który nie przyjmuje protestu
-....
Siedzę teraz przy Twoim łóżeczku. Chciałabym zapytać, czy Ty już wtedy próbowałeś... próbowaleś mi to powiedzieć? Nie wiem, czy to możliwe źebyś wtedy już wiedział. Z psychologicznego punktu widzenie pewnie nie.. Ale psychologia ma swoje granice, dla Ciebie nie ma już granic...
Środek roku jesteś tu od kilku miesięcy. Spotkaliśmy się narazie tylko kilka razy. Przeżywam kryzys wolontariacki nie widzę dla siebie miejsca na oddziale. To normalne, czasem tak mam, każdy ma, muszę przeczekać przejdzie. Otwierasz drzwi z charakterystyczną dla siebie energią, łapiesz mnie za rękę :-) Nie ma czasu na zastanawianie - nie wolno Ci przecież wychodzić z sali - wchodzę, szybko by nikt nie zauważył to nasz sekret no nie taki sekret - mama z ciociami nas przyłapały śmieją się do nas ukradkiem :-) No i przeczekałam kryzys. Twój uśmiech najlepsze lekarstwo antykryzysowe :-)
Zostaw nam ten uśmiech Malutki- zostaw go jak wieczną lampkę w naszych sercach.
Okres posylwestrowy. Jesteś na sali z Perełką. Perełka na kontroli. Wasze mamy rozmawiają, usmiechają się w pokoju staje się jasno, jasno od uśmiechu , od nadziei. My też się śmiejemy. Oglądamy książeczce o "kaczce Dziwaczce" Ty śpiewasz, chichrasz się kiedy zatykam nos i udaje kaczuchę . Perełka śmieje się do rozpuchu, pokazuje paluszkiem w książeczce kaczątko. W tej radości, w śmiechu na chwilę wraca do Was Wasza odebrana przez chorobę beztroska, Wasze dzieciństwo. Jesteście tak kruche jak polne maki i tak silne jak ukorzenione drzewo.
Kiedy drzewo obumiera, jego życiodajne soki wracają do Matki Ziemi, by mogło wciąż na nowo tętnić w niej życie. Kochany zostaw swoją siłę Mamie, Tacie, Siostrze- Najbliższym Oni tak bardzo jej potrzebują by trwać.
Wychodzę z oddziału. Wracam na zającia. A tam zaliczenie - nasza prazentacja. O rany właśnie prezentacja! Miałam przyjść wcześniej mieliśmy ją ogarnąć, nie umiałam , nie umiałam uszczypnąć z tej i tak małej przestrzeni czasu ani odrobiny. Czułam to było nasze pozegnanie. Wechodzę do sali, wszyscy są już w środku, zajęcia się zaczynają. Siedzę w ławce. Czuję się wyssana z sił, ale spokojna, spokojna, że mogłam z Tobą być. To trochę tak jakbym właśnie przeszła przez niewidzialną linie oddzielającą dwie różne rzeczywistości. Ciałem jestem tu myślami wciąż tam. Nasza grupa jako pierwsza prezentuje przygotowany materiał, jedna z osób musi wyjść wcześniej stąd ta zmiana kolejności. Stoję pod tablicą oczami wodzę po slajdach wyświetlonych na ścianie, ciężko mi teraz zebrać myśli, wyrecytować swoją część. Ufff... już po, ale i tak mam poczucie, że wszyscy w koło wiedzą, że coś jest nie tak. I co sobie teraz myślą?
No i po zajęciach. Stoję na korytarzu.
Kasiu dziękuję - mówię do niej. Wiem, że wie o co mi chodzi, wymieniamy spojrzenia, uśmiecha się nie zadaje zbędnych pytań. Jak bardzo jestem jej za to wdzięczna.
Nie spotkałam, wiecej O. Nie weszłam już do jego izolatki, spędził tam jeszcze trochę ponad tydzień. Odszedł po cichu, w nocy, pewnie we śnie. Pewnie nie spotkam już więcej Jego mamy, pewnie nie powiem jak bardzo był dla mnie ważny. Pewnie, pewnie, pewnie.... Za dużo tych pewnie. Ale jedno wiem na pewno spotkam Was wszystkich zawsze kiedy tylko zechcę - spotkam w sercu. Tam zostaniecie na zawsze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz